Drogi Panie R
Zastanawiałeś się kiedyś co by było gdyby nasze życie potoczyło się inaczej?
Gdyby zamiast samotności były same radości. Jeśli nie stawialibyśmy sobie kłód pod nogami a nasze życie nie usłane byłoby kłamstwami...
myślisz, że mogłoby być pięknie?
wyobrażałeś sobie chwile kiedy bylibyśmy innymi ludźmi?
za 1,5 roku byś mi się oświadczył..
a gdybym wcześniej zaszła w ciąże?
kochał byś mnie jeszcze mocniej?
czy byłbyś wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi?
często mam chwile zwątpienia. zupełnie nie wiem czy wszystko potoczyło się jak powinno.
ale wiem, że to nie był zdecydowanie czas dla Nas.
nadal nie jest.
ciągle się zmieniamy. ja to wiem. ale te zmiany nie są wystarczające aby zmieniły one nie CIebie ani mnie ale- NAS.
Podobno teraz jest okres aby się bawić, aby poznawać się, uczyć się życia i popełniać błędy.
ale czy kiedy minie przypomnisz sobie o mnie?
...
a pamiętasz jeszcze jak zasypiałam w Twoich ramionach?
jak oplatywałam CIę nogami żebyś mi nie uciekł...
albo kiedy gotowaliśmy razem...
kiedy robiliśmy pizze...
kiedy jedliśmy śniadanie na balkonie..
albo nocą z winem zachwycaliśmy się sobą..
pamiętasz może nasze nocne małe karaoke?
przewracałam Twoją szafę do góry nogami.
przewróciłam Twoje życie do góry nogami.
kazałam Ci sprzątać, zmywać i odkurzać.
Masowałam CIę, tuliłam mocno i śmiałam się do łez z Tobą.
jedliśmy nasze ulubione lody..
przegrywałam z Tobą w pin ponga
kłóciliśmy się kiedyś?
nie pamiętam tego już wiesz?
Pamiętam kiedy wpatrywałeś się we mnie kiedy obudziłam się w Twoich ramionach...
nie chcę zapomnieć.
dlaczego teraz już nic to nie znaczy?
nie pamiętam już uczucia Twojego dotyku
nie pamiętam juz Twoich maślanych oczek które tak kochałam
pamiętam jedynie ten uśmiech
nie rozmawiasz ze mną
nie dotykasz mnie
nie tesknisz
wspominasz?
nie pamiętasz już koloru moich oczu
nie pamiętasz daty moich urodzin
a ja pamiętam nasze ostatnie walentynki
Jeszcze jeden nie ubłagalnie szybko płynący dzień.
Nie mam czasu na nic. NA NIC. nie pamiętam kiedy pomalowałam paznokcie co przy teraźniejszości zupełnie straciło znaczenie.
Jedyne o czy marzę to się wyspać... nie ma tak dobrze. 5godzin dziennie to maxymalna dawka dobowa.
odwieczne ćpanie plusza i zero spojrzenia w bok.
nie wiem co się dzieje u Ciebie.
tak na prawdę przestałeś istnieć znowu?
bezczynność jest najgorsza.
Jedyne co mnie trzyma na duchu to codzienne masaże... chwila relaksu, dość szeroko okrojonej bliskości i baterie są naładowane... niestety do wieczora akumulatorek siada.
Jutro? Egzamin z laborków...
Bywały chwile kiedy myślałam jak odebrać sobie życie.
Podciąć sobie żyły? to takie bezsensowne. w domu zaraz mnie znajdą zapakują w worek i do szpitala. Gdzieś na odludziu to ma sens. Ale śmierć przychodzi zbyt wolno...
Nałykać się prochów? no opcja dobra ale obawiam się, że mogłabym jedynie nabawić sie mega problemów zdrowotnych na resztę życia. Nie było by to sensowne. Nie mam pewności ze zginę tak szybko jak się pojawiłam.
Skoczę z mostu. Rozwiązanie najbardziej sensowne. Najlepiej na główkę. Wrażenia na pewno nie zapomniane dopóki nie uderzę głową o jakąś przeszkodę.
Brzmię śmiesznie. Pewnie tak śmiesznie na ile mogę opowiadać o sobie jak popełniam samobójstwo. To nie ja. Ja zawsze chodzę pod wiatr. Opory ruchu są dla mnie nie znane. Śmierć? to zbyt proste.
Mam jeszcze tyle planów. Tyle problemów do rozwiązania, Tyle łez do wypłakania i tyle uśmiechu do rozdania.
Jednak były dni kiedy śmierć była czymś pożądanym. Zniknąć, odejść w zapomnienie.
Teraz? Nie odważyłabym się skoczyć. Nawet w najgorszych chwilach ten krok był nie osiągalny.
Chcę żyć!
chodź nie ma dla kogo to dla samej siebie.
Mam wizję przyszłości i zrobię wszystko by zdobyć to wszystko o czym pragnę.
W końcu żyję dopiero 20lat.
Przydział problemów i zmartwień i smutków na dzień dzisiejszy został
WYKORZYSTANY!!!
co jeszcze złego może się dziś wydarzyć??
nie żebym nie miała możliwości zrobienia projektu zaliczeniowego;/
nie żebym miała kolokwium w środe z gospodarki;(
nie żebym miała tyle nauki, że sam prezydent Stanów Zjednoczonych tyle nie miał...
na domiar złego w domu panuje iście piekielna atmosfera...
na dodatek zepsuła się lampa w kuchni...
a najsmutniejsze w tym wszystkim to... że nikt mi nie pomoże...
Jako Pani domu muszę zająć się wszystkim sama;((
gdzie moje beztroskie dzieciństwo!!!:(((
gdzie się podziały chwilę kiedy lodówka napełniała się sama, rachunki się same popłaciły a obiad czekał w domu aż wrócę i go zjem
no gdzie!!??
zaraz... minęły 7 lat temu;(
Przecież w tym domu nie dadzą się człowiekowi wyspać..
w końcu jest tyle pięknych rzecze które można robić
o 6 rano !!!
co z tego, że dziś mega pojebany kolos z matmy...
a ja nadal nic nie umiem...
na dodatek dziś przetwarzanie rysunku rastrowego... na mapkę...
przecież ja się zacharuje na śmierć robiąc sama ten projekt;/
milion sto detali...
ale w końcu nikt nie kazał mi studiować!!
Jeśli dziś nie zaliczę kolokwium mogę się pożegnać z zaliczeniem przedmiotu;(
Boziu Bozieńko dopomóż!
-jakie lubisz wino?
-co? (przecież gadaliśmy o zajęciach projektowych)-to do mnie?
- no pytam jakie lubisz wino
-różowe musujące.
-ok
-eee? o co Ci chodzi?
- Carlo Rossi różowe może być?
i tak od słowa do słowa umówiłam się z kumplem z roku na wino...

SESJA
presja
AGRESJA
obsesja
!!!
Pierwotnym zamiarem tego blogu miało być uzmysłowienie sobie miedzy Nami relacji które nas łączą, które dzielą. Zbaczając z kursu zaczęłam coraz głębiej zaglądać tylko w swój umysł.. wszystko co zżerało mnie od środka.
Skasowałam całą swoją ekspresje wypowiedzi tylko dla jednej notki napisanej przez Pana R.
Nie spełnia to poprzedniego zamysłu a ja cholernie potrzebuje opisywać to co myślę, co czuje bo tak mi jest o wiele lepiej.
Wracam do poprzedniej egzystencji.
Moje JA nadrzędne.
Powiedziałam za dużo.
Krąży po mojej głowie stado dziwnych myśli...
odkąd wyjechał sprawy nabrały dziwnego obrotu. Wszystko zmieniło się miedzy nami na gorsze.
Nie ma ciepłych smsów, gorących rozmów na skypie ani buziaków przesyłanych na gg.
Wszystko ucichło.
A nie wiem co się zmieniło w Jego głowie.
Zatrzymał się czas.
Obudziłam się ze łzami w oczach....
Byłam w ciąży.
Z Nim.
Studia, brak pracy. Za wszelką cenę nie chciałam dopuścić, żeby moje dziecko poczuło, że jest niechciane i stanowi problem.
Kochałam je od pierwszej chwili kiedy dowiedziałam się, że jest ze mną.
Kiedy urodziłam byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, z malutka kruszynką na rączkach, Niczym się nie martwiłam. Śpiący malec był czymś więcej niż darem losu.
Nagle coś się wydarzyło i walczyliśmy o życie naszego dziecka... Malutka kruszynka oddalała się z moich myśli a na miejsce wkradał się niewyobrażalny ból. Ból który przeszywał całe moje ciało.
Płakałam....
Obudził mnie własny płacz...to był tylko sen.
Odjechał bez pożegnania...
Odjechał bez paru ciepłych słów których zabrakło...
Jakby miał żal do mnie? Jakby stwierdził, że to się nie uda? jakby przestał chcieć?
a przecież się staram...
Part 3 dopiero za miesiąc