wszystko umiera.. umiera serce. a z nim moje nadzieje na inne jutro.
a co jeśli jesteś bardzo chory? zbyt uparty i zbyt wystraszony ale przecież się nie przyznasz..
przecież wszystko jest ok.
skreśliliśmy się nawzajem ale nie skreślaj proszę swojej przyszłości.
ŻYJ! lecz już beze mnie.
wspominam....
minęło prawie 3 lata.... 3 prawie nic nie znaczące lata... a tyle nas łączyło, tyle dzieliło..
wiem, że to zamknięty etap w moim życiu ale wtedy czułam się kochana, kochałam. czasem przecież warto powspominać?
czy dałabym Ci jeszcze jedną szansę?
chyba nie. nadal Cię kocham ale to przecież nie ma żadnego znaczenia.
jutro walentynki.
baw się dobrze!
ja też spędze je w fajnym towarzystwie.
ale kiedyś jeszcze się zakocham! kiedyś na pewno!
obudź mnie! bo to na pewno był ten zły sen...
budzi mnie płacz... usypia mnie płacz
czy zawsze na końcu musi być tak pięknie? wszystko kolorowe, wszystko takie piękne..wszystko intensywniejsze... i nagle
BUM
"poznałem kogoś"
a Ty głupia babo uwierzyłaś ? wyobrażałaś sobie, że wszystko idzie ku lepszemu? że cały świat stoi otworem?
chwila sukcesów... i przewrót w głowie
hmm teraz mi się przypomniały swoje słowa
"jest za świetnie, ciekawe kiedy wszystko się spieprzy?"
tydzień póżniej..
bum
Tak właściwie wiele nie myśląc mogłabym stwierdzić, że wszystko kręci się na dobrej drodze.
może i są to efekty powolne ale kto powiedział, że wszystko musi być podane na tacy?
przeczytałam właśnie artykuł na temat młodych rozwodników i problemach jakie wiele młodych par nie potrafi rozwiązywać. Zamiast walczyć o siebie, coraz bardziej się oddalają i czekają na wolność, straszna perspektywa.
Mam wrażenie, że teraz wszyscy tak szybko się ze sobą związują.. wszystko jest SZYBKIE ! Ludzie w moim mieście pędzą na zabój nie patrząc obok. i wszystko co łatwo przychodzi odchodzi w błyskawicznym tempie.
a ja dzielnie czekam i nadal upewniam się czy warto. nie ma zgrzytów, nie ma kłótni, nie ma płaczu, nie ma związku. a mimo to jest świetnie!
po co się spieszyć? przecież właściwie sex teraz jest rzeczą przejściową. dziś z tym, jutro z innym... ale czy na prawdę warto?
nie oceniam. sama popełniłam w życiu wiele głupot i chciałabym cofnąć wiele razy czas i wtedy być mądrzejsza ale nie oznacza to, że nie mogę teraz zmienić wszystkiego na lepsze.
w końcu nie wiadomo kto będzie moim przyszłym mężem ale może warto zachować dla niego chodź niewielką cząstkę która jeszcze została we mnie?
tak się zastanawiam co się stało z tymi pięknymi dniami kiedy spędzałyśmy w Powsinie opychając się przepysznymi kiełbaskami z grila, kaszanką... flakami...
dlaczego już nic nie pamiętam z tych pięknych chwil? dlaczego teraz wszystko jest takie straszne i męczące? dlaczego nie mogę po prostu usiąść, spojrzeć w niebo i powiedzieć tak najzwyczajniej w świecie, że jestem szczęśliwa??
życie zrobiło się takie beznadziejne..gdyby nie kilka pięknych chwil poza całym moim bagnem nie wiem czy wytrzymałabym do tego momentu..
jest coraz straszniej... zaczynam modlić się o jedno..
coraz częściej chce rzucić to w cholere i po prostu się wynieść stąd! gdzieś daleko! gdzie nie dosięgnie mnie sprawiedliwość za mój wyczyn...
dzwoni telefon. myślę sobie "czego ona kurwa chce?"
i tak od słowa do słowa zamiast siedzieć grzecznie na dupce w bibliotece i robic projekt studni byłam zmuszona opuścić moje stanowisko i czekać aż Księżna A przyjedzie po mnie...
klnęłam niemiłosiernie, że nie mam wyjścia i tyłek trzeba zwlec... bo zaprosiła, bo wręcz wymusiła na mnie że przyjedzie po mnie...
ok jestem uległa
wpakowała swój całkiem przyzwoitych rozmiarów tyłek na tylnie siedzenie i ruszyłyśmy z piskiem opon i ryczącym Niecikiem z glośników..
"siedemnastki są szalone a dwudziestki napalone"
w domu miałam być około 20... była już 17... ok jakoś przetrwam i się wywine do domu...
lecz moim oczom ukazały się butelki wódki.. rozwalone towarzystwo uśmiechające się do mnie i podtykajace mi pod nos kieliszki...
to nie mogło się skończyć dobrze... z racji tego, że głowa słaba a pije raz do roku... po 2 kieliszku i jeszcze pustym żołądku..
fruwam!
w męskich ramionach w tańcu.. w spadających spodniach i z dużym uśmechem.
istny taniec z gwiazdami. Jury rozwalone na sofie a my zgodnie Oberek na raz.
i odbijany... trafiłam w ramiona partnera solenizantki... czuje jak mnie do siebie przyciska lekko podchmielony ... jak nic będa z tego dzieci.
podchmielony gorzałą pozwala sobie na coraz więcej.. ok odbijany!!
PO SETNYM tańcu.. kolejne porcji wódki.. lodowym torcie... i upojnym humorze. czas wracać do domu.
kurwa już 1 w nocy....
eskorta facetów odstawia już trzeżwą do domu.
do widzenia?
Jeden dzień w Rzymie z Nim i rozpalone nasze emocje... brak zachamowań..
szczęście.
co się stało? zakochałam się.
minęło 10miesięcy... nadal bez zmian. czy mogę wreszcie wyciągnąć jakieś wnioski? chyba tylko mogę stwierdzić że jestem bardziej głupia niż byłam.
ten czas tak szybko leci.. wszystko kręci się wokół JEGO i studiów
dwa wielkie projekty domku jednorodzinnego i instalacji wodno- kanalizacyjnej i rośnie moje ego.
Ostatni rok....
co potem?
Może wreszcie zrozumiemy, że jesteśmy dla siebie stworzeni? może każde z nas pójdzie w swoją stronę? może poznam kogoś, kto zdecyduje się na krok w przód.
a może nadal będę siedziała w fotelu z kubkiem kawy i rozmyślała czy kiedyś WSZYSTKO się wreszcie ułoży?
dziś jest niedziela- w środę kolejna randka w wesołym miasteczku!!
niech na razie tak zostanie.
Jak to niewiele potrzeba mężczyźnie do szczęścia....
Zostałam zaproszona na grilla- jak zawsze standardowa procedura ja pomagam w kuchni a siostra potworka i reszta siedzi okrakiem przy stole i czeka aż się poda. Sam potworek dogląda rusztu i trąca mnie pod boczki jak nikt nie patrzy.
Ale dziś jak to zawsze w weekend postanowiłam się ładnie ubrać- założyłam ulubione leginsy lubego i tknięta myślą umalowałam również usta wspaniało różową szminką którą dostałam od mamy potworka.
Obiecuję ze kolor prawie identyczny.
Pragnę nadmienić, że umalowana byłam tak samo jak zawsze lecz ku mojemu wielkiemu zdziwieniu pan GOŁĄBEK od razu skomentował, że wreszcie się umalowałam i że właściwie? to piękna jestem i mam się tak malować.
hmm i to wszystko dlatego że umalowałam usta? jak to niewiele potrzeba do szczęścia Wam facetom;) odkryć dekolt i umalować usta:)
dodatkowo jeszcze zostałam zasypana buziakami i odprowadzona do domku w bardzo deszczowy wieczór;)
ten dzień zaliczam do udanych.
AMEN i dobranoc
z braku pewnych mniejszych i większych zmartwień nie pisałam nic.
Mój talent pisarski i tak nie zadziwia tak jakbym chciała lecz nadrabiam to nieskrywaną wszem i wobec głupotą i czasem inteligencją.
Ale przecież nie weszłam na bloga tylko po to by o tym pisać.
Dobija mnie zacna pogoda w Warszawie która jest nawiasem mówiąc do DUPKI!
Początek lipca a leje jak na jesieni... nie dość że jestem blada jak trup to nawet nie mam możliwości zmiany mojego skina na jakiś lepszy wzór.
Wracając do moich zawiłych perypetii głośno się zastanawiam czy dziś uda się zrobić imprezkę i wreszcie poczuć chodź troszkę wakacji, Trzymać kieliszek w dłoni i po prostu cieszyć się życiem i tkwić w takim stanie do poniedziałku... a najlepiej jeszcze gdybym nie musiała wracać na noc do domu i mogła spędzić jeszcze więcej godzin z....
a poniedziałek? zapowiada się "niespodzianka warta Pokusy "od pana S. Obym nie pożałowała swojego mocnego już entuzjazmu.
Zastanawiam się teraz tylko czy to dobrze że mam tylko 21 lat czy to źle?
jestem za młoda na zakładanie rodziny. Dopiero skończyłam 2 rok studiów a już planuję następny kierunek. BUDOWNICTO
Zastanawiam się tylko czy w tej swojej dalej ujętej GŁUPOCIE nie zmarnuję szansy na założenie rodziny. Z racji tego że moja rodzina rozpadła się już wieki temu pragnę stworzyć coś tak fantastycznego, że aż głowa boli ze szczęścia na samą myśl, A do tego potrzebne mi są pieniądze! a żeby były pieniądze musi być dobra praca, a żeby była dobra praca potrzebne mi są świetne studia!
Chaotyczność mojej wypowiedzi mogę usprawiedliwić jedynie ogromnym mętlikiem w głowie.
koniec chyba?. (kropka)
z braku pewnych mniejszych i większych zmartwień nie pisałam nic.
Mój talent pisarski i tak nie zadziwia tak jakbym chciała lecz nadrabiam to nieskrywaną wszem i wobec głupotą i czasem inteligencją.
Ale przecież nie weszłam na bloga tylko po to by o tym pisać.
Dobija mnie zacna pogoda w Warszawie która jest nawiasem mówiąc do DUPKI!
Początek lipca a leje jak na jesieni... nie dość że jestem blada jak trup to nawet nie mam możliwości zmiany mojego skina na jakiś lepszy wzór.
Wracając do moich zawiłych perypetii głośno się zastanawiam czy dziś uda się zrobić imprezkę i wreszcie poczuć chodź troszkę wakacji, Trzymać kieliszek w dłoni i po prostu cieszyć się życiem i tkwić w takim stanie do poniedziałku... a najlepiej jeszcze gdybym nie musiała wracać na noc do domu i mogła spędzić jeszcze więcej godzin z....
a poniedziałek? zapowiada się "niespodzianka warta Pokusy "od pana S. Obym nie pożałowała swojego mocnego już entuzjazmu.
Zastanawiam się teraz tylko czy to dobrze że mam tylko 21 lat czy to źle?
jestem za młoda na zakładanie rodziny. Dopiero skończyłam 2 rok studiów a już planuję następny kierunek. BUDOWNICTO
Zastanawiam się tylko czy w tej swojej dalej ujętej GŁUPOCIE nie zmarnuję szansy na założenie rodziny. Z racji tego że moja rodzina rozpadła się już wieki temu pragnę stworzyć coś tak fantastycznego, że aż głowa boli ze szczęścia na samą myśl, A do tego potrzebne mi są pieniądze! a żeby były pieniądze musi być dobra praca, a żeby była dobra praca potrzebne mi są świetne studia!
Chaotyczność mojej wypowiedzi mogę usprawiedliwić jedynie ogromnym mętlikiem w głowie.
koniec chyba?. (kropka)